Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. The Story of Crass po polsku
2. Pauluss o "Zbuntowanym życiu"
3. Jest już książka o Włochatym
4. Włochaty rozpoczyna trasę
5. Yes sir i will (album, 1983)
6. WHAT IS THE FUCK
7. MOTHER LOVE/MATKA MIŁOŚĆ
8. Włochaty inaczej
9. Reality Asylum (singel, 1978)
10. Feeding of 5000 (album, 1978)
Wydawnictwo Jirafa Roja
Strony partnerskie
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Xenna Moja Miłość
 
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Czwartek, 22 Kwietnia, 2010
Asylum w Hiszpańskiej wersji :)
Ostry
http://www.youtube.com/watch?v=oFKsN6alNEs
Czwartek, 22 Kwietnia, 2010
SPT - Do They Owe Us A Living? (Crass Cover)
Ostry
Nowy album Daniela Drew z duetu Matmos to przewrotna zabawa z publicznym wizerunkiem angielskiego punka i amerykańskiego hard core\'a jako muzyki zbuntowanej i niosącej wizję nowego, lepszego świata. Na płycie znalazło się dziesięć nagrań należących do klasyki gniewnego rocka, wpisanych w kontekst współczesnej muzyki klubowej o hedonistycznym przekazie. Efekty są wręcz niesamowite! Oto anarchistyczny hymn Crass \"Do They Owe Us A Living?\" zostaje zamieniony w karkołomną syntezę plastikowego electro i klikającego house\'u z szeptanym monologiem samej Vicki Bennet z People Like Us. Dwa numery wywodzącego się z tego samego anarcho-punkowego obozu Rudimentary Peni - \"Media Friend\" i \"Vampire State Building\" - lądują w dyskotece prowadzonej przez Daniela Drew jako ekscentryczny cyber-funk z wokalnym udziałem... gwiazdy świata mody - Jeremy Scotta. Podobnie dzieje się z amerykańskim hard corem - \"In School\" Die Kreuzen przeradza się w orgię sampli, podszytą micro-house\'owym bitem, a \"Homo-Sexual\" The Angry Samoans - w dynamiczne techno z electro riffem. Najbardziej kuriozalnie wypada w tym towarzystwie ideowa deklaracja ruchu straight-edge - \"Out Of Step\" Minor Threat - w której znana ze współpracy z Herbertem Dani Siciliano, wykrzykuje z perwersyną lubością: \"Don\'t Smoke, Don\'t Drink, Don\'t Fuck\" na tle acidowego loopu przeplecionego między miarowymi rytmami electro. Klubowicze wyznający purytańskie idee Iana MacKaye\'a? To dopiero herezja! Przerażające wrażenie robi \"Cofession\" z repertuaru Nervous Gender - bluźniercze wyznanie homoseksualizmu wpisane w religijny kontekst, przerobione przez Drew w mroczne death disco z acid house\'owym motywem fortepianowym w tle. Płytę kończy zapętlona fraza Carol Channing z broadwayowskiego musicalu: \"It\'s nice looking back, looking back on the past\"... W ujęciu Daniela Drew utopijna wizja świata absolutnej wolności wyłaniająca się z punkowych hymnów jawi się jako pogorzelisko absurdalnych idei, na ruinach których bezmyślnie tańczy pokolenie epoki house i techno, zamieniające społeczno-polityczną aktywność na odgórnie sterowany przez ponadnarodowe korporacje konsumeryzm i hedonizm. \"Let\'s Party!\" - brzmi tytuł debiutanckiego krążka Soft Pink Truth. W kontekście bankructwa punkowej rewolucji brzmi ono jak zawołanie do upiornego tańca śmierci na grobie młodzieżowej kontrkultury. do zassania tu http://rapidshare.com/files/34153527/soft_pink.rar.html
Środa, 21 Kwietnia, 2010
Crass flye skan i itp
Ostry
POLECAM http://s208.photobucket.com/albums/bb227/killyourpetpuppy/Print%20material/?start=0,,,,,,,Brakuje okrótnie FORUM na crass.pl. Mam kilka smaczków w BD.Jakości i trochę unikatowych fotek. Do zapodania mam między innymi. Crass – St Georges Hall, Exeter – 06.05.84 Steve Ignorant – Crass Records 1985 Crass D.I.R.T. Flux Of Pink Indians – Digbeth Civic Hall, Birmingham 03.05.82 The Mob – Crass Records – 1982 Centre Point – Rehearsal 1984 Schwartzeneggar – Demo 1985 Blitz – Future Records – 1983 +fotki z koncertów,Flye,okładki,bilety. Będzie Forum(a powinno)będzie download :)
Niedziela, 18 Października, 2009
zobaczcie
koli
http://www.prisonwars.pl/33948/
Piątek, 18 Września, 2009
12+Crass+Songs
Piotr piotrcrass@gmail.com
Se wymyślił. http://www.lastfm.pl/music/Jeffrey+Lewis/12+Crass+Songs Troszke kupa ale z ciekawości zassałem Tu do pobrania. http://rapidshare.com/files/188241547/JL-12_Crass_Songs__2007_.rar tu link o płycie http://www.lastfm.pl/music/Jeffrey+Lewis/12+Crass+Songs Komętarz wyjaśnia I don\'t know what to think of this. I think there\'s nothing wrong with covering Crass, it\'s also nice that you can listen to those songs when they\'re a bit more pleasant on the ears and you can actually understand the lyrics directly. At the same time however some of these songs annoy the hell out of me, it lacks the anger and passion of the original and it\'s so obvious that the originals were completely different as some of the new versions just don\'t feel right, just sounds so inconvenient. Listen to the start of \'Big A\' for example, I mean, what the heck is happening there. Anyway. Nice effort. Still enjoyed listening to it I guess. Pozdrawiam Ostry
Czwartek, 26 Lutego, 2009
Penny wciąż punkuje
Pawel Nobody pawelnobody@yahoo.com
Mieszkam w Oakland, Kalfornia i w zeszłym roku byłem w San Francisco na spotkaniu z Penny Rimbaud i Gee Vaucher (jego partnerka, znakomita anarchistyczna artystka) zorganizowanym przez legendarnego lokalnie dziennikarza punkowego: V.Vale. Penny był w świetnej formie, dał mocną i bezpardonową mowę, na koniec przeczytał i odwrzeszczał swoje wiersze na tle brzdąkającej zwariowanie wiolonczeli. Penny jest jednym z najinteligentniejszych punków wszechczasów, zajebista osobowość. Wspaniałe jest to, że jego duch i pazur są wciąż bardzo świeże. Ten koleś powinien być prezydentem:)! Strasznie się cieszę, że jest w Polsce tłumaczenie jego książki. W moich okolicach mieszka też Jello Biafra ("czy mnie jeszcze pamiętasz?") i też w zeszłym roku dał świetny koncert z okazji swoich 50. tych urodzin. Stary dobry diabeł w niego wstąpił i nawet Martwe Kennedys zmartwychwstali na pare godzin. Rzuciłem się w pogo i szybko zostałem powalony. Nie taka ta Ameryka do d...! Wzorem starych wyjadaczy, nie powinniśmy się poddawać, nigdy i nigdzie!!!
Poniedziałek, 2 Lipca, 2007
..ale kimże jestem żeby to oceniać?
Markozz tehavanca@o2.pl markozz@blog.onet.pl
Crass to grupa wobec której nie da się być być fanem a ich traktować jako idoli. Nie dlatego, że są kiepscy. Penny w swej książce, a właściwie fragmentach książek powoli wyciąga na światło dzienne wszystko to co przez lata narosło kurzem dusznej i niepotrzebnej legendy.
Crass okazuje się przede wszystkim zespołem punkowym, a nie "pomnikiem", jak chcieliby tego niektórzy. Nie prekursorami antyglobalizmu jak to ktoś o nich napisał, ani żadną partią! Crassowy anarchizm czy też anarcho-punkowość jest zupełnie odmienna od tego co przywykliśmy rozumieć pod kątem współczesnej sceny anarcho-crust-punk. Prekursorzy "innego punka" nijak mają się do późniejszej "armii" - jak nazwał to sam autor, ubranych na czarno, poprawnych politycznie koneserów kontrkultury. To niejako ku przestrodze - właśnie im, właśnie nam, Steave i spółka krzyczeli PUNK IS DEAD! Czy abyśmy dobrze to zrozumieli?
Książkę czyta się jednym tchem, z rumieńcami na licach, z zaciskającymi się pięściami i łzami w oczach. Ze wzruszeniem serca i zgrzytaniem zębami.
I chociaż nie wszystko jest tu tak jak my byśmy sobie tego wymarzyli, ale mimo to śmiem twierdzić że tak jest lepiej. Bo Crass nie jest łatwy i przyjemny - Crass jest szorstki i zimny, gorzki a czasem nawet budzący strach. Ale tak własnie wygląda ów pierwszy krok. Krok do tego ażeby odzyskać swoje życie z rąk tych którzy "są nam je winni". Tego uczy nas Penny, a raczej próbuje uświadomić.
PS Jedno 'ale' do wydawcy - wkradło się kilka nieznośnych błędów - od literówek, zarówno polskich jak i angielskich, po złą interpretacje hasła FIGHT WAR NOT WARS" (powinno byś - zwalczaj wojnę, ale nie wojną, nie zaś jak przekonuje tłumacz: Walcz na wojnie, nie na wojnach).
Wtorek, 3 Kwietnia, 2007
nasza droga
alfa kazamuko@wp.pl
W końcu dostałam i przeczytałam książkę Rimbauda "Zbuntowane życie". Crassa zawsze ceniłam, a teraz mogłam dodatkowo zbliżyć się do tego co robili, odkryć nieznane mi fakty i ze zdumieniem spostrzegłam wiele podobieństw...Z pewnością jest między nami różnica wieku, narodowości, miejsca zamieszkania i parę innych, a jednak mam wrażenie, że w wielu istotnych kwestiach myślimy podobnie. Bliskie mi są idee antyglobalizmu, miłości do natury i zwierzaków, wegetarianizmu. Jestem ateistką. Podobnie jak on miałam problemy z rodzicami i na koniec w mojej rodzinie też jest alzhaimer. Patrzę jak choroba zmienia moją matkę, wielkiego dyktatora w roślinę, niewiadomego mi gatunku...patrzę jak mój ojceic dogorywa resztką sił. Buntowałam się, stawiałam, ale jak przyszło co do czego to tylko ja się nimi interesuję. " Jestem czarną owcą, martwej rodziny" - pisałam o sobie kiedyś, ale to ja przy nich jestem teraz, jak ich świat się kończy, jak nie jest miło. To co mi się podoba w książce oprócz samej ciekawej dla mnie tematyki dotyczącej ruchu punkowego i stylu jakim jest napisana, to te cholernie naturalistyczne wstawki. Nie ucieka przed kontrowersyjnymi tematami. Nie jest też napuszony, nie zgrywa się na gwiazdora. Potrafi przyznać się do strachu i do mało męskich robótek na drutach. Nie boi się poetyki, opisów kwiatów wybijających z ziemi, a z drugiej strony bezpretensjonalnego pisania o sprawach ludzkich jak np. onanizm. Mnóstwo jest w niej ciekawych spostrzeżeń na temat świata jaki jest i ludzi z ich wadami i zaślepieniem. Nie brak też samokrytyki . Fajny fragment o tym, że nie wypada nosić skórzanych butów, bo nie są wege, patrzeć na cycki dziewczyn, bo to seksistowskie itp. dochodzimy czasem do obłędnych sytuacji, zaplątujemy się w narzucane nam wzorce, co wypada, a co nie. tworzymy własne ograniczenia, zatracając naszą wolność. Jak dla mnie jest to książka o drodze, której poszukujemy, którą chcemy podążać...Życie jest kwestią wyboru. Telewizor i serwowana nam papka czy własne poglądy ? Życie z rodziną w pewnej izolacji od świata, czy z grupą przyjaciół i różnymi przywianymi przez wiatr wolnymi elektronami ? Praca u kogoś na etacie czy zajmowanie się tym co nas interesuje, na własny rachunek ? Otaczanie się dziesiątkami zbędnych nam rzeczy za cenę niezliczonych godzin pracy czy też stawianie bardziej na być ? Przyglądanie się na niszczenie środowiska czy też działanie na rzecz jego ochrony ? A przede wszystkim nie zamykanie się na to co się dzieje dookoła, dostrzeganie różnych spraw i podążanie tą własną, naszą, indywidualną ścieżką.
Niedziela, 1 Kwietnia, 2007
to jeszcze nie koniec
schizo
zastanawiam się, czy crass do końca pozostanie już tylko historią... Teraz już chyba nikt nie wie, co t jest Crass, Dirt i chyba mniej popularne w Polsce (niesłusznie): Zounds, Rudimentary Peni, Flux of Pink Indians, ale ja wierzę, że tak wspaniała muzyka, stylistyka, przekaz i wszystko inne co się z tym wiąże, kiedyś się odrodzi, moze w jakiejś nieco innej formie, np. pod szyldem neo-anarcho-punk, bo to jest po prosstu zbyt dobre,żeby wracać do tego tylko z sentymentu. Któreś kolejne pokolenie odkryje na nowo te idee, bo to co oni śpiewali 20 lat temu jest chyba coraz bardziej aktualne, zresztą ślady crassu i reszty ekipy można odnaleźć w wielu przejawach popkultury w ostatim ćwierćwieczu. Brak słów, żeby opisać, jakie to wywołuje emocje i przemyślenia, to zostaje do końca życia.
Środa, 21 Marca, 2007
crass
Wolf
Czytałem polskie wydania Penny'ego Rimbauda - znakomita książka, szkoda, że w księgarniach słabo dostępna. Te tłumaczenia tekstów Crassa co tu macie na stronie to są słabe, w książce już dużo lepsze, trzeba było dać z książki. Zobaczę, jak znajdę czas to może wyślę coś, sam potłumaczę, bo tak dla siebie to trochę się w to bawiłem swego czasu. Fajna robota.
Czwartek, 8 Marca, 2007
your country need you...
alfa kazamuko@wp.pl
w końcu polska stronka o Crassie, który dla mnie był kapelą wręcz kultową, kurcze kiedy to było, jak ślęczałam nad tekstami z albumu Station of the Crass, choć jestem taka kiepska z anglika, siedziałam ze słownikiem i szukałam słów i sensu tego o czym śpiewali. Coś wam opowiem...z dawnych lat...z tych czasów, gdy punk wyglądał jak punk, skin jak skin, metal jak metal.
" W drzwiach do muzycznego prawie zderzam się z wychodzącym punkiem. Przeprasza mnie szarmancko co wydaje mi sie szalenie urocze, a może zwyczajnie mam słabość do punków i tyle. Jestem incognito. w długim, czarnym płaszczu, prosto przycięte włosy, żadnych ekstrawagancji, tylko ta mała biało-czarna plakietka,wpięta w klapę, jedyna kupna jaką w życiu nosiłam, bo z założenia nie lubię rzeczy masowych, powtarzalnych. Plakietka przykuła jego wzrok, w momencie gdy już miał mnie minąć. koleś złapał klapę mojego płaszcza, ciut przybliżył do siebie. nic nie powiedziałam, uśmiechałam się tajemniczo, w czasie gdy on skanował wzrokiem tą plakietkę, by ostatecznie wydusić z siebie z takim lekkim niedowierzaniem Crass?
- tak - odparłam
- lubisz Crassa ?- koleś dopytuje dalej
- tak, lubię - odpowiadam
- zarąbiście -- podsumowuje i rozpromienia się.
Gadamy przez chwilę, jest przyjezdny, wspominam, że gdyby potrzebował noclegu...choć widzę go pierwszy raz w życiu...nie potrzebuje. pozdrawiamy się i odchodzimy każde w swoją stronę. znikamy w mieście, w ludzkim tłumie, gubimy się.
Czy słuchanie Crassa łączy ? Wydaje mi się , że tak, bo ilekroć spotykam kogoś cholernie fajnego i wychodzi w dodatku że słuchał Crassa, to pojawiają się bardzo pozytywne wibracje.
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
Analiza oglšdalności witryny © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2