Kótka recenzja Paulussa, wokalisty zespołu Włochaty,
z IV strony okładki książki:
Kiedy usłyszałem The Exploited chciałem zniszczyć zastany „porządek”, byłem bliski zniszczenia też siebie...
Kiedy przemówił do mnie Penny i CRASS zacząłem tworzyć własny, ułożony przez NAS mikro świat. To było jak zawał serca, jak tsunami które zmiata wszystko i pozwala odżyć już w innej rzeczywistości, ale na nowo.
Układać GO po swojemu to znaczy to znaczy na tyle, na ile się da, tu i teraz i bez bezustannych kompromisów.
CRASS okazał się zaczynem całej pozytywnej strony punk rocka. Okazał się początkiem wielkiego poruszenia – ruchu, który trwa do dzisiaj i nie wiemy nawet jak wielkie poczynił zmiany w samoświadomości nie tylko mieszkańców Europy. Wielkie słowa o całkiem „przyziemnych” sprawach, albo raczej nie dopuszczanych do głosu z wielkiej litery, takie jak miłość, dobro, sprawiedliwość, uczucia. CRASS pokazuje drapieżną stronę rzeczywistości z jaką się zderzamy. Mówiąc nie zawsze łatwym językiem, wyzwala dokładnie to, od czego nie możemy uciec – przypomina o ponadczasowych wartościach, o ideach których nie sposób zniszczyć.
I tak jak morze jest ostatnim wolnym miejscem na Ziemi, tak CRASS będzie zawsze symbolem, ba – pomnikiem – wolnej, nieskrępowanej myśli, choćby nie zawsze było nam z nimi po drodze...
Strasznie gloryfikujecie jednak ten, nie da się ukryć, zasłużony band. Słucham od wielu lat różnych odmian punka, i nie zauważyłem, żeby prowadziły one do zapicia i zaćpania, przecież to zawsze indywidualna sprawa konkretnych jednostek. Ci aktywni do teraz punkowcy from lata `80 żyją, mają wątroby w całości i pogodny na ogół sposób bycia i życia. W latach `80 \" niejeden \"fan\" Crass prezentował się jak mały szowinista traktując z góry tych \"z plebsu\" w skórach i podartych gaciach. W tamtych latach poznałem na różnych spędach i imprezach sporo ludzi, ale do najbardziej nieprzystępnych i nadętych zaliczali się właśnie crassowcy i hardcorowcy (szczególnie \"strejt ejdże\") przełomu lat `80/`90. Takie mam subiektywne zdanie. Amen. A co do Paulusa z Włochatego to obecnie ma chyba problem z tożsamością, z tego, co słyszałem, ten anarchista jako dyrektor muzeum oręża w Kołobrzegu przykładnie współpracuje z IPN-em (odpowiednikiem stalinowskich ubecji, jak na mój spaczony gust) i organizuje różne patriotyczne imprezy na terenie miasta. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie albo anarchizm albo wartości narodowe, ja wybieram to pierwsze. No to... do pomyślenia!
Poniedziałek, 2 Lutego, 2009
trafiika Crasufka system
hey! Fajniutka stronka o Crass. A co do Paulusa - może nie róbmy pomnika, ale to Crass pchnąl punk rocka na odpowiednie tory. Co bez tego nurtu wydarzyłoby się? Punkowcy zapiliby się w piwnicach dziś już zapomniani?! Bez wielkich ideologii, bez symboli. Bez ludzi którzy mówią co należy robić, a co nie - punk to nasza własna droga życia, nasze decyzje i wybory, bez przywodców, idoli, świętych. My i stosunek do świata, który nas otacza, nasza akceptacja, nasz bunt nasze reakcje... To my mamy wpływ na to co dzieje się na świecie - nikt inny...
Piątek, 22 Czerwca, 2007
bemben nie, noooooooooooo